Wybrana rozdział 7,
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Rozdzia� 7Sobotnie popo�udnie (kt�re u nas tak w�a��iwie jest sobotnim porankiem)jest zazwyczaj czasem do leniuchowania.Dziewczyny szw�da�y sie w pi�amach po korytarzach,z poczochranymi w�osamii zaspanymi minami,wcinaj�c p�atki �niadaniowe lub jedz�c zimny popcornogl�da�y w grupach filmy w sali telewizyjnej.Wi�c to nic dziwnego,�e Shaunee i Erin spojrzaly na mnie zdezorientowane ,z p�-przytomnym wzrokiem i zmarszczonymi brwiami gdy si�gne�am po misk� zmuesli i puszk� br�zowego piwa (nie dietetycznego)i pojawi�am sie miedzy nimigapi�c sie z TV.- Co? zapyta�a Erin.-Z,dlaczego jestes taka podekscytowana?-Taaa, to niezdrowe by� tak szcz�liwym o tak wczesnej porze.Powiedziala Erin-Dok�adnie blizniaczko.Gdyby wszyscy wstawali o tak wczesnej porze ka�degodnia to po jamim� czasie zrz�dliwo�� murowana.-Powiedziala Shaunee.-Nie podekscytowana ,tylko mam du�o pracy. Na szczescie to przerwa�o ich wyk�ad.-Ide do biblioteki ,musze poszukac kilku informacji dotycz�cych rytua�u.Nie k�ama�am.W�a�ciwie chodzi�o o to �eby uwierzy�y ,�e mam na my�li rytua�dotycz�cy najblizszego �wi�ta Pe�ni Ksi�zyca,gdy w rzeczywisto��i mia�am namy�li rytua� dotycz�cy biednej niby zmar�ej Stevie Rae.- Podczas gdy b�dew bibliotece,chcia�abym �ebyscie poszuka�y Damiena i Erika,i powiedzia�y im ,�espotkamy si� pod d�bami przy zachodniej cz�sci muru. -spojrza�am na zegarek.-Jest godzina pi�ta trzydie�ci ,powinnam sko�czyc wyszukiwanie informacjiko�o si�dmej.Wi�c mo�e spotkajmy sie o si�dmej pi�tnascie?-okey.Odpowiedzia�y blizniaczki jednoczesnie.-Ale po co tak w�a��iwie si� spotykamy?zapyta�a Erin.-Oh, przepraszam zapomnia�am wam powiedziec.Erik bedzie przedstawicielem�ywio�u ziemi na jutrzejszej uroczysto��i.Z trudem prze�kne�am �line.Blizniaczkiposmutnia�y,nikt z nas nie zapomnia� o Stevie Rae, nawet ci z nas,kt�rzy uwa�ali,�e umar�a.-Erik pomy�la� ,�e lepiej by by�o po�wiczyc zamykanie kr�gu przed jutrzejszymrytua�em.Wiecie ,�e ca�a reszta ma pojedy�cze dary odczuwania �ywio��w a onnie,tez uwa�am to za dobry pomys�.-Tak...,brzmi niezle,...-wybe�kota�y blizniaczki.-Stevie Rae,nie chcia�aby �eby�my zpieprzyli rytua� dlatego ,�e nam jej brakuje.-powiedzialam.-Przyjdziemy- powiedzia�a Shaunee.-�wietnie,po wszystkim p�jdziemy obejrzec 300.Powiedzia�am. To sprawi�o ,zedziewczyny usmiechne�y sie od ucha do ucha.-Oh, chcia�abym jeszcze aby�cie si� upewni�y czy wszystkie kolory swieczeksymbolizuj�ce �ywio�y znajduj� sie na swoim miejscu.-Jasne,Z,sprawdzimy to.Powiedzia�a Erian.-Dzi�ki,dziewczyny.-Hej,Z! -zawo�a�a Schaunee gdy juz by�am przy drzwiach,odwr�ci�am si� ispojrza�am na nie.-�wietne buty.-doda�a Erin.U�miechne�am sie i podnios�am jedn� nog�.Mia�amna sobie jeansy ale tego rodzaju ,�e byly podwini�te na mojej kostcetak ,�e ka�dy bez wiekszego problemu m�gldostrzec skrz�ce si� choinkikt�re ozdabia�y ka�d� strone buta.Mia�am na sobie r�wnie� kaszmirowo-ba�wankow� apaszk� od Damiena.Grupka dziewczyn siedz�cych na fotelachnajblizej drzwi szepta�a do siebie m�wi�c,�e moje buty s� �wietne.Spojrza�amjeszcze raz na blizniaczki kt�re wlasnie patrzyly na mnie wzrokiemwyra�aj�cym bez s�ow : A-NIE-M�WILAM!-Dzi�ki,dosta�am je od blizniaczek na urodziny.Powiedzia�am to na tyle g�o�no�eby Schaunee i Erin mnie us�ysza�y.Si�gne�am po moje piwko i pod�rzylam docentrum informacji znajdujacego si� w g�ownym budynku szkolnym.O dziwo czu�amsi� na si�ach poprowadzic rytua� Pe�ni Ksi�yca, z pewno��i� bedzie nam brakowa�oStevie Rae reprezentuj�cej Ziemi�,ale b�d� wspierana przez moich przyjaci�.Przecie� to wci�� pozostali�my MY ,nawet je�li zostalismy zmniejszeni ojedn� z nas.Szko�a byla dzis jeszcze bardziej opuszczona niz w ubieg�ym miesi�cu ,gdziebylo to locziczne gdyz by�y swi�ta i mimo ,�e adepci musza pozostawac wkontakcie fizycznym z doroslymi wampirami ,mamy pozwolenie na opuszczeniekampusu a� do zmierzchu.(Jest cos w rodzaju substancji zapachowej,kt�ra prawie kontroluje nasz umys�y i u�atwia nam przej�� Przemiane,resztanas umiera).Wi�c dlatego wi�kszo�c adept�w sp�dza swi�ta ze swoj� ludzk�rodzin�.Tak jak sie spodziewalam,bioblioteka byla r�wnie opuszczona jak ica�a szko�a.Nie musia�em martwi� si� o to ,�e podczas moich nietypowychposzukiwa� kto� mi przeszkodzi, tak jak to bywa w normalnej szkole.Wampiry ze swoimi ficzycznymi i parapsychologicznymi mocami nie musia�yza nami chodzi� aby sprawdza� czy zachowujemy si� adekwatnie.W�a�ciwie,zastanawiam si� co by zrobili adeptowi je�eli zachowa� by si� nieodpowiedzialniei durnie jak zwykly nastolatek.Damien m�wi ,�e wyrzucaj� takiego �otra i tow ka�dej epoce,przez r�ne okresy czasu.Wyrzucenie adepta z domu nocy oznacza jedno:Jego powa�ne rozchorowanie,topienie sie w jego w�asnych p�ynach fizjologicznych,rozpadanie jego tkanek ,zawsze ko�czy si� jedym : �mierci�.Og�lnie rzecz bior�c tolepiej nie podpa�c wampirowi.Ja, oczywi��ie uczyni�am sobie wroga znajpot�niejszej kap�anki w naszej szkole. Czasami bycie mn� by�o fajnena przyk�ad gdy Erik czule mnie ca�owa� albo gdy sp�dza�am czas ze swoimiprzyjaci�mi � ale przewa�nie bycie mn� by�o kup� stresu i niepokoju egzystencjalnego.Przeszuka�am pachn�ce st�chlizn� stare ksi��ki w metafizycznym dziale biblioteki(jak sobie pewnie wyobra�asz, w tej szczeg�lnej bibliotece to by� duzy dzia�).Strasznie d�ugo si� to ci�gne�o,gdy� dzisiaj postanowi�am nie u�ywa�przegl�darki internetowej.Ostatni� rzecz� kt�r� teraz chcia�am, byloby pozostawienieszlaku :"Zoey Redbird poszukuje informacji o zmar�ych adeptach kt�re tak naprawd�nie umar�y a sta�y si� krwio�erczymi potforami przez dobr� kap�ank� kt�ra tak naprawde jest z�ai ma jakis idiotyczny plan.Nie, zdecodowanie to nie by� dobry plan.Gni�am w bibliotece od ponad godziny,strasznie irytowalo mnie moje �limaczetempo,tak bardzo chcia�abym poprosi� Damiena o pomoc.Damien to nie tylko m�dry dzieciak ale i szybki lektor,potrafi r�wnie�wszystko szybko znalezc.Trzyma�am kruczowo ksi��ke do rutua��w uzdrawiania cia�a,i probowalam dosi�gn�csk�rzanej,zar�wno starej jak i brudnej ksi��ki zatytuowanej :"Combating Evil "z rytua�ami i zakleciami.Nagle dostrzeg�am siln� m�sk� d�on ,kt�ra �ci�nela ksi��k� z nad mojejg�owy.Odwr�ci�am sie i zauwazy�am stoj�cego nademna Lorena Blacka.-"Combating Evil" heh ? Ciekawy wyb�r materia�u.Jego blisko�c nie sprzyja�a moim nerwom.-znasz mnie,(tak naprawde wcale tak nie bylo)lubie byc przygotowana.Jego czo�o pokry�o si� zmarszczkami w zamieszaniu.-Spodziewasz si� ataku z�a?""Nie!" powiedzia�am w taki spos�b,�e wysz�o to bardzo niewiarygodnie. Wi�c u�miechne�amsi�, staraj�c si� o gejowski, beztroski ton ,(aaah,eeeh), ale by� pewna,�e wysz�am na totaln� idiotk�.-Chodzi o to ,�e par� miesi�cy temu nikt nie spodziewa� si� tego, �e Afrodyta stracikontrol� nad tymi krwio�erczymi potworami ,wi�c pomy�la�am sobie �e warto sie zawszezabezpieczac ni� pozniej wpa��. O Bo�e jestem kompletnym durniem,co ja wygaduje?-No to ma sens.Wiec niema nic specyficznego w tym co tutaj przygotowujesz?Zdziwily mnie jego pe�ne ciekawo��i oczy.-Nie, poprostu chce wypa�c jak najlepiej jako przewodnicz�ca C�r Ciemno��i,to wszystko.Rzuci� okiem na rytua�y kt�re trzyma�am w rece. -Wiesz ,�e te rytua�y przeznaczone satylko dla doros�ych wampirow?Kiedy adepci choruja,stoi za tym tylko jeden pow�d:Ichcia�a odrzuci�y przemiane i umieraj� poczym doda� �agodniejszych g�osem:-Chyba nie czujesz si� zle?- o rety, nie!" Powiedzia�em po�piesznie. -Mam si� dobrze. chodzi o to... �zawaha�am si�, kaszlne�am dla usprawiedliwienia. Z nag�ym natchnieniem przysz�a mi pewna wym�wka :- w zasadzie ci�ko sie przyzna�,ale pomy�la�am ,�e lepiej si� troche dokszta�ce jezeli kiedysmam zosta� starsza kap�ank�.Loren usmiechn�� si� -Dlaczego ci�ko si� przyzna�? Nie wyobra�amsobie ciebie jako jedn� z tych g�upich kobiet, kt�re my�l�, �e bycie oczytanymi wykszta�conym przynosi wstyd .Czu�am ,�e moje policzki stawaj� si� gor�ce,nazwa� mnie "kobiet�"byloby lepiej jakbynazwa� mnie adeptk� b�dz dzieciakiem.On zawsze sprawia ,�e czuje si� taka kobieca.-O, nie, nie o to mi chodzi�o. To wprawia w zak�opotanie poniewa� brzmi totak jako� zarozumiale przypuszcza�, �e kiedy� w rzeczywisto�ci b�d� starsz� kap�ank� .-My�l�, �e przypuszczanie jest to po prostu dobrym i zdrowym rozs�dkiem i s�uszn� wiar� w siebie.jego u�miech podgrza� mnie nieziemsko ,przysi�gam, �e czu�am jego gor�c na swojej sk�rze.-Zawsze czu�em poci�g do pewnych siebie kobiet.Bo�e ,sprawi� ,�e ugie�y si� podemn� kolana.-Nie masz poj�cia jaka jestes wyj�tkowa,prawda Zoey?Jeste� jedyn� w swoim rodzaju,nie jeste�taka jak inni adepci,jeste� bogini� w�r�d tych, kt�rzy my�l� o siebie p�bogowie.Gdy jego r�ka popie�ci�a bok mojej twarzy, g�adz�c po tatua�ach, kt�re oprawi�y moje oczy,pomy�la�am, �e wtopie si� do rega��w.""zaprzysi�g�em ci� uczciwie, i my�l ci� jasny. Kto tak czarny jak piek�o, tak ciemna jak noc sztuka. ""-sk�d to jest? jego dotkni�cie sprawi�o mrowienie mojego cia�a i to ,�e zakr�ci�o mi si� w g�owieale mi uda�o si� rozpozna� g��bok� intonacj�, kt�rej jego zdumiewaj�cy g�os nabra� gdy wyg�asza� poezj�-Szekspir,wyszepta�, jego kciuk �ledzi� kszta�t tatua�u, kt�ry ozdobia� moj� ko�� policzkow�.-to jest na podstawie jednego z sonet�w, kt�re napisa� do Ciemnej Pani,kt�ra by�a jego prawdziw� mi�o�ci�. Wiemy, oczywi�cie, �e by� wampirem kt�ry wiedzia�,�e prawdziw� mi�o��i� jego �ycia by�a pann�, kt�ra zosta�a naznaczonai kt�ra umrze jako adept bez zako�czenia przemiany.-My�la�am ,�e zabroniony jest zwi�zek mi�dzy doros�ym wampirem a adeptem.Byli�my tak blisko siebie ,�e wystarczy� m�j cichy szept aby mnie us�ysza�.-Nie powinni�my. To jest bardzo niestosowne. Ale czasami zdarza si� atrakcyjno��,kt�ra zdarza si� mi�dzy dwoma lud�mi to wykrusza granice wampira z adeptem,jak r�wnie� wiek ...
[ Pobierz całość w formacie PDF ]